Bajdary z Sonetów Krymskich

Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów;
Lasy. doliny, głazy, w kolei, w natłoku
U nóg mych płyną, giną, jak fale potoku;
Chcę odurzyć się, upić tym wirem obrazów.

A gdy spieniony rumak nie słucha rozkazów,
Gdy świat kolory traci pod całunem mroku,
Jak w rozbitym źwierciedle, tak w mym spiekłym oku
Snują się mary lasów i dolin, i głazów.

Ziemia śpi, mnie snu nie ma; skaczę w morskie łona,
Czarny, wydęty bałwan z hukiem na brzeg dąży,
Schylam ku niemu czoło, wyciągam ramiona,

Pęka nad głową fala, chaos mię okrąży;
Czekam, aż myśl, jak łódka wirami kręcona,
Zbłąka się i na chwilę w niepamięć pogrąży.

do góry
Pan Tadeusz - fragment księgi XI

Wojski odszedł, a starcy, zaczerpnąwszy miodu,
Zadumani zwrócili oczy w głąb ogrodu,
Gdzie ów dorodny ułan rozmawiał z panienką.
Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką
(Prawą miał na temlaku, widać, że był ranny),
Z takiemi odezwał się słowami do panny:

"Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedzieć,
Nim zamienim pierścionki, muszę o tem wiedzieć.
I cóż, że przeszłej zimy byłaś już gotowa
Dać słowo mnie? Ja wtenczas nie przyjąłem słowa:
Bo i cóż mi po takiem wymuszonem słowie?
Wtenczas bawiłem bardzo krótko w Soplicowie;
Nie byłem taki próżny, ażebym się łudził,
Żem jednem mem spójrzeniem miłość w tobie wzbudził.(...)
(...)Może mnie bierzesz, Zosiu, nie tak z przywiązania,
Tylko że stryj i ciotka do tego cię skłania;(...)
(...)Tu nie słuchaj, ni stryja groźb, ni namów cioci;
Jeśli nie czujesz dla mnie nic oprócz dobroci,
Możem te zaręczyny czas jakiś odwlekać;
Więzić twej woli nie chcę, będziem, Zosiu, czekać.(...)
(...)I cóż, kochana Zosiu?"

Na to Zosia rzecze,
Wznosząc głowę i patrząc w oczy mu nieśmiało:
"Nie pamiętam już dobrze, co się dawniej działo;
Wiem, że wszyscy mówili, iż za mąż iść trzeba
Za Pana; ja się zawsze zgadzam z wolą Nieba
I z wolą starszych". Potem, spuściwszy oczęta,
Dodała: "Przed odjazdem, jeśli Pan pamięta,
Kiedy umarł ksiądz Robak, w ową burzę nocną,
Widziałam, że Pan jadąc żałował nas mocno:
Pan łzy miał w oczach; te łzy, powiem Panu szczerze,
Wpadły mnie aż do serca; odtąd Panu wierzę,
Że mnie lubisz; ilekroć mówiłam pacierze
Za Pana powodzenie, zawsze przed oczami
Stał Pan z temi dużemi, błyszczącemi łzami.
Potem Podkomorzyna do Wilna jeździła,
Wzięła mię tam na zimę, alem ja tęskniła
Do Soplicowa i do tego pokoiku,
Gdzie mnie Pan naprzód w wieczór spotkał przy stoliku,
Potem pożegnał; nie wiem, skąd pamiątka Pana,
Coś niby jak rozsada w jesieni zasiana,
Przez całą zimę w mojem sercu się krzewiła,
Że jako mówię Panu - ustawniem tęskniła
Do tego pokoiku i cóś mi szeptało,
Że tam znów Pana znajdę, i tak się też stało.
Mając to w głowie, często też miałam na ustach
Imię Pana - było to w Wilnie za zapustach;
Panny mówiły, że ja jestem zakochana:
Jużci, jeżeli kocham, to już chyba Pana".

do góry
Fantazy akt II scena III

Idalia

Biedny ty - człowieku
Że się wystrzegać musisz własnej mowy
I ciagle być za serce na tym ćwieku
Twojego krzyża!... Jam mniejszej połowy
Historii twojej... wysłuchała w grocie
Ukrytą będąc... domyślam sie reszty (...)
A wiesz ty,
że ja słuchając... przysięgałam na ciernie
Chrystusa, że tej boleści - pół biorę,
I będę tobie tutaj służyć wiernie
Sercem, co we mnie także bolem gore,
Także ranione... Nie pytaj o więcej,
Ale wiedz, że tu jedne mamy cele...
Ty ustępujesz... bo kochasz gorcęj,
Boś jest mężczyzną... bo masz mocy wiele
I szlachetność ci męska nie pozwala
Za prawo serca przeciw prawom ziemi
Bunt podnieść... lecz ja - ja... mnie tu krwi fala
Na brzeg rzuciła żaglami złotemi
Płynącą... tu ja... próchnieję - ja, dawniej
Różanym gwiazdom i kwiatom kochanka,
Ja, rozgłoszona już miłością sławniej,
Niźli... niejedna Neapolitanka
Sztyletem romans kończąca... a przecie
Tak porzucona... jak Basia lub Rózia,
W której się cała palestra w powiecie
kocha i dzwoni wierszem, że jej buzia
Jest pełna cukru!... Horor! mówię tobie.(...)
W głowach tych ludzi, że na wszystko
Jest czas i miejsce... toteż wszystko blade
Każdy jeste panem, paniczem i chłystką,
Każdy... od kuchty swego bierze radę,
A gdy co czyni, to siebie się pyta,
Czy kamerdyner się tam gdzie na boku
Nie śmieje... Słuchaj.. ja jestem kobieta:
To co mam w sercu, to widzisz i w oku,
Wzgardę - ogromną wzgardę - błyskawicę!
Otóż... tą wzgardą - z tą wzgardą... O Boże...
Z tą wzgardą ja tu wpadłam w nawałnicę
Nieszczęścia... i coś rzucam w mgłę - cos tworzę,
Coś... sama nie wiem... ale jestem pewna,
Że przyjdzie taki wypadek... zdarzenie,
Kótre tonącej mi jak kawała drewna
Pomoże... A nie? - ha! to mam schronienie
Nie między ludżmi!...

do góry
Vita Brevis

Pamiętam jak wyszliśmy w ów piękny dzień, pamiętasz?
Staliśmy i pokazywaliśmy sobie ośnieżone góry, które nagle ukazały się pomiędzy drzewami. Ty zapamiętujesz jedynie myśli. Czy nie mógłbyś postarać się wydobyć z pamięci także kilku prawdziwych spostrzeżeń zmysłowych?! Wkrótce ruszyliśmy przez rzekę i wtedy to podszedłeś do mnie. Wcześniej? Pogrążony byłeś w rozmowie z jakimiś mężczyznami i nagle znalazłeś się u mego boku. Poczułam twoją dłoń na ramieniu, delikatnie przyciągnąłeś mnie do siebie i szepnąłeś: „Życie jest takie krótkie, Florio”. Mocno ująłeś mnie za nadgarstek, tak jakbyś postanowił nigdy tego momentu nie zapomnieć. A potem spytałeś czy mógłbyś powąchać moje włosy. Czułam twój oddech na karku, podczas gdy ty zajęty byłeś rozplątywaniem moich długich splotów i napawałeś się ich zapachem. Poczułam, że już zawsze powinniśmy być razem, bo nasze dusze stopiły się w jedno. Czyż nie byliśmy dwoma brzegami jednego ciała, stopionego w jedno?

Nie, nie wierzę w takiego Boga, zacny biskupie. Pamiętam jeszcze, jak dotykałeś całej moje ciało, jak upijałeś się moim aromatami, jak karmiłeś się moimi sokami. Pamiętasz? A potem odszedłeś, sprzedałeś mnie za zbawienie swojej własnej duszy. Cóż za niewierność, Aureliuszu, cóż za wina.
Nie, nie wierzę w takiego Boga, nie wierze w Boga, który niszczy życie kobiety, by zbawić duszę mężczyzny.
Nie, nie dam się ochrzcić, łaskawy biskupie.

do góry
Intymność - fragment opowiadania

Swoją drogą nie rozumiem Lulu, dziwny jakiś ma temperament, nigdy właściwie nie mogłam się dowiedzieć, czy ona lubi mężczyzn, czy się ich brzydzi; z Piotra powinna przecież być zadowolona, to w każdym razie inna klasa niż ten jej zeszłoroczny Rabut. (…)Miał całą twarz w wągrach, a Lulu lubiła mu je wyciskać palcami. To wstrętne, ale to przecież nie jej wina, ta biedna Lulu w ogóle nie wie, jak wygląda szanujący się mężczyzna,
ja uwielbiam zadbanych mężczyzn, przede wszystkim mają takie ładne rzeczy, ich koszule, buty, błyszczące krawaty, trochę to szorstkie, co prawda, ale z drugiej strony takie miękkie, takie silne, łagodnie silne, tak samo jak ten zapach angielskiego tytoniu i wody kolońskiej, i ich skóra, gdy są dobrze ogoleni, to nie tak... to nie tak jak skóra kobieca, powiedziałbyś, że to kurdyban,
ich twarde ramiona zaciskają się na tobie, kładziesz im głowę na piersi, czujesz ich mocny, a zarazem delikatny, wytworny zapach, szepcą ci czułe słówka do ucha; mają takie ładne rzeczy, twarde duże buty na słoninie, szepcą ci do ucha: Moje kochanie, moje ty słodkie kochanie i czujesz, że mdlejesz ze szczęścia(…)
(…)Taki dbający o siebie mężczyzna to ma swoje nawyki, przyzwyczajenia, sygnet, złotą papierośnicę, swoje manie też... ale taki to potrafi być czasami bezwzględny, coś okropnego, są jeszcze gorsi niż kobiety.
Najlepszy toby był taki czterdziestoletni mężczyzna, wytworny, dbający bardzo o siebie, z siwiejącymi skroniami, suchy, ale barczysty, uprawiający sporty,
który by znał życie (…)
Lulu to jeszcze dziecko, ona ma szczęście, że ma taką przyjaciółkę jak ja, bo Piotr zaczyna mieć tego dosyć, inna toby skorzystała, a ja mu tymczasem zawsze mówię, żeby był cierpliwy, a jak zaczyna się do mnie czulić, to udaję, że nie zwracam na to uwagi, zaczynam mówić o Lulu i zawsze coś o niej przyjemnego powiem,
ale ona nie zasługuje na to, nie zdaje sobie sprawy, życzę jej, żeby tak sobie pożyła sama jak ja, odkąd mnie Ludwik porzucił, wiedziałaby, co to znaczy wracać wieczorem samej do domu, po całym dniu ciężkiej harówki, i zastawać pusty pokój, kiedy by się tak bardzo chciało oprzeć głowę na czyimś ramieniu.
Doprawdy dziwna jest Lulu.

/ostatnie zdanie to już nie Sartre, a tu jest całość /

do góry
Akt przerywany

Oni
oni tam razem
oni robią
oni to tam robią
jak długo jak ohydnie długo
jak oni to długo robią
jak wstrętnie
jak długo
nigdy nie skończą
nigdy nie przestaną
raz dwa trzy cztery pięć dziesięć dwanaście
przeciez ja jestem żywą istotą
przecież słyszę widzę czuję przez te drzwi
nie jestem krzesłem
zwierzęta
plugawe zwierzeta
żaby małpy psy króliki złówie
jak długo to można robić
godzinę dwie cztery
przestali przestali
o boże co to
oni znów zaczynają
jak oni mogą
nie liczą się z nikim
jak pod pomnikiem Biskarka albo Kolumba
na palcu na oczach dzieci na oczach
przestańcie
błagam was przestańcie
ja ja chciałam błagam was
oszalałaś
jak możesz
jak możesz się tak zachowywać
to są dorosli ludzie
to ja jestem wstrętana
znów zaczynają
pęka mi głowa
jak to skrzypi
jak okrutnie skrzypi
jak trzeszczy
moja biedna głowa
to zupełnie jak w lesie albo w tartaku
piłują ten taczan laubzegą czy co u licha
żart przecież to żart żar tort tortur
można żąć żnę żniesz żądać żądło żądza
tych żądz żenada żenić się żeński żerdź żłopać żołądź
żołdak żołnierzyk żonaty żonkoś tych żonkosiów
żreć żart życie zyciodajny zywioł rupiecie ruptura rura rurociąg
rusałka rżeć rży rżnąć albo rząć nożem
czemu tam tak cicho
czemu nie rozmawiają
czemu oni nie rozmawiają
nie krzyczą
nie śmieją się
nie jęczą
nie stękają
czemu oni
co oni tam robią
prosze was rozmawiajcie
śmiejcie się
mówcie coś
słyszycie mówcie coś!
nieme zwierzęta
przeklęte gady płazy skorupiaki pierwotniaki
mówcie coś!

do góry




.

Garstka tekstów różnych

Bajdary
Pan Tadeusz - A. Mickiewicz
Fantazy - J. Słowacki
Vita Brevis - Jostin Gaarder
Intymność - J. P. Sartre
Akt Przerywany - T. Różewicz

powrót